Handel kobietami

Pin It

Książka Antonia Salasa „Handlowałem kobietami’ opowiada historię reportera, który wchodzi w świat prostytucji, alfonsów i narkotyków, przybierając postać handlarza „żywym towarem”. W trakcie czytania ma się wrażenie, że akcja nie toczy się w XXI wieku, lecz jest oddalona od nas o co najmniej sto lat wstecz.

Okazje się, że w Europie niewolnictwo ma się świetnie, a wszystko odbywa się pod okiem zamożnych biznesmenów, polityków czy policjantów. Kobiety, czy też w wielu przypadkach nastoletnie dziewczynki, są wywożone ze swoich krajów, najczęściej z biednych wiosek w Afryce, i przerzucane od jednego burdelu do drugiego, często znajdujących się w innych miastach czy państwach. Kobietom obiecuje się dostatnie życie w krajach europejskich, nie kłamiąc na temat profesji, którą mają się trudnić, jednak znacznie fałszując informację na temat zarobków, sytuacji materialnej, fizycznej i psychicznej, którą kobieta musi przeżyć, gdy będzie już zawodową prostytutką. Bardzo często zdarza się, że są one maltretowane, wykorzystywane, głodzone, gwałcone i przetrzymywane wbrew własnej woli, mimo że dawno już spłaciły dług. Handlarze i sutenerzy najczęściej bazują na strachu i naiwności dziewczyn: niewykształcone, biedne i wierzące w obrzędy voodoo, stają się łatwym kąskiem. Przed ich transportem do kraju docelowego, zostają poddane obrzędom, które mają przywiązać je do swojego „pana”, tym samym deklarują, pod karą śmierci swojej i rodziny, że spłacą dług, nie wiedząc dokładnie ile on w rzeczywistości wynosi.

Jeżeli chodzi o sam „towar”, to przetrwają najpiękniejsze. Tylko one będą miały prawo decydować na jakie usługi będą się godzić. Inne, te „gorsze”, czeka piekło. Wszelkiego rodzaju praktyki sadomasochistyczne, seks bez zabezpieczeń, stosunki analne, oddawanie moczu na ciało, krępowanie, zniewolenie, koprofilię, trójkąty. Im dłuższy staż w byciu klientem, tym bardziej wymyślna usługa. To wszystko nie pozostaje bez znaczenia. Prostytutki załamują się psychicznie, zaczynają zażywać narkotyki, by zagłuszyć cierpienie i często kończą w bezimiennym grobie, zabite przez jakiegoś psychicznego klienta, sutenera czy same popełniają samobójstwo. Dla handlarzy jest to bez znaczenia, na jej miejsce znajdą się tysiące kolejnych, pragnących lepszego życia. Autor podaje, że około dziewięćdziesięciu procent kobiet trudniących się prostytucją w Hiszpanii, to cudzoziemki. Niektóre przybywają z własnej wolni, inne są okłamywane i więzione, jeszcze inne są kupowane, porywane i zastraszane przez mafię, i dalej sprzedawane. Bez języka, znajomości miasta, norm społecznych, są zdane jedynie na swoich oprawców, którzy to na każdym kroku wykorzystują, równocześnie, gdy „towar” się już zużyje, sprzedają je kolejnym handlarzom.

Jednak, gdyby nie popyt na łatwy sex, prostytucja nie byłaby aż taka popularna. Według Salasa, to mężczyźni sprawiają, że kobiety stają się przedmiotami bez duszy, totalnie odczłowieczonymi. Jego zdaniem, wszyscy konsumenci tych usług są wspólnikami mafiosów, ponieważ pakują do ich kieszeni grube pieniądze. Sam autor nie jest przeciwnikiem prostytucji, tylko sprzeciwia się wykorzystywaniu kobiet przez sutenerów, handlarzy, burdelmamy, mafiosów. Jeżeli kobieta decyduje się na taki fach świadomie, jako pełnoletnia osoba i sama zgarnia wszelkie zarobki, to nie jest to aż tak szkodliwe. Ważne, by wszelkie jej działania były dobrowolne.

Samą książkę czyta się dobrze, niektóre informację pewnie się już zdezaktualizowały, ponieważ została wydana w Polsce w 2012 roku, jednak opowiada o 2003 roku, kiedy to autor zdobywał kontakty, robił potajemne wywiady i udawał „biznesmena”, który chce założyć własny klub i potrzebuje dziewczyn: im młodsze tym lepsze. Dzięki jego działaniom parę osób zostało aresztowanych, jednak sam Salas pisze, że jest to jedynie wierzchołek góry lodowej i niewiele można w tej sytuacji zrobić.