Dlaczego rzadko piszę o religii i polityce

Pin It

Macie czasami wrażenie, że syf, który jest dookoła i mimowolnie do was dociera, powoduje mdłości i wymioty? Jest tak ogromny i nieokiełznany, że i tak się z nim zetkniecie, ale ciężko jest wyłuskać jego przyczynę i odnaleźć się w całym tym gąszczu bzdur? Właśnie tak mam, próbując pisać o polityce czy religii.

Aktywnie czytam gazety, które dotykają tych dwóch kwestii, niemniej wiele spraw jest dla mnie niepojętych i tak bzdurnych, że z natłoku tematów, siadam bezradnie i nie wiem co robić. Ciężko je uporządkować, bo sieć powiązań i absurdu jest tak zaplątana, że chyba jeszcze nie doszłam do tego poziomu abstrakcji. Wydaję mi się, że jednak wolę subtelniejsze tematy, bardziej logiczne i przewidywalne, mimo że i tak związane z głupotą. Natomiast religia i polityka, to coś, co by sprawiło, jakbym zaczęła o tym pisać wnikliwie, że świat zamieniłby się w wielkie gówno, lepkie, śmierdzące, które dostaje się do ust, oczu, uszu, a ja tonę w nim bez możliwości ratunku. Poruszając inne tematy, mam, może mylne wrażenie, ale że jest jeszcze jakaś iskierka dla ludzkości, coś, co sprawi, że zaczniemy żyć przyzwoicie, tolerancyjnie, bez wchodzenia innym w paradę, bez krzywdzenia, dupowsprząsów, niezdrowego egoizmu, wywyższania się i tej psychicznej boskości, szanując siebie i innych. Po prostu zaczniemy żyć, włączając myślenie i empatię.

Niestety, im więcej czytam i obserwuję, tym bardziej tracę jakąkolwiek nadzieję. Świat się nie zmieni. Nadal będzie przepełniony debilami i pieprzonymi bożkami, które świecą przysłowiowym cycem. Jak w końcu się z tym pogodzę i zaakceptuję nieuniknione, to może uda mi się ogarnąć politykę i religię. Jednak jeszcze teraz chciałabym zachować namiastkę niewinności. Przynajmniej w słowie pisanym. Bo w głowie i mowie już dawno straciłam dziewictwo w tych sprawach. Cały czas dołują i krążą w powietrzu, powodując smród i odór rozkładających ciał.
A na koniec piosenka zaangażowana politycznie. Przez 6 minuty dająca siłę, odwagę, chęci i otwierająca oczy, a jak się skończy, to jak balon, siła się spuszcza…