Dlaczego ofiara molestowania ponosi konsekwencje?

Pin It

Mam znajomą Magdę. Magda pracuje od niedawna w prywatnej firmie, w której zauważyła, że szef jest bardzo miły. Ale nie tylko do niej, lecz do wszystkich. Żarty sobie robi, zaczepia pracowników, zagaduje. Ogólnie wzbudza sympatię – można byłoby tak pomyśleć.

Na początku pracowniczej Wigilii nie było inaczej. Jednak gdy alkohol się polał, Magda zauważyła, że szef może ją bardziej lubić niż innych. Delikatny pocałunek blisko ust podczas składania życzeń. Siedzenie z ręką na oparciu Magdy, niby niezauważalne muskanie palcem po jej plecach, trzymanie dłoni blisko jej. Wystraszona, ignorowała zaloty, zwalając je na większą ilość alkoholu, którą szef wypił. Pomyślała, że jest to jednorazowy wyskok i szczęśliwa wróciła do domu, by odpocząć razem z mężem. Około 23:00 dostała smsa. Jej pracodawca napisał, że cieszy się, że pracują razem, że nawet nie wie, ile ona dla niego znaczy, kocha ją za jej zaangażowanie w pracę i bez niej by sobie nie poradził. Magda odpisała. Bez emocji, odnosząc się jedynie do pracy. Kolejne smsy świadczyły o tym, że szef wcale nie jest zainteresowany pisaniem o projektach. W końcu Magda przestała odpisywać, uznała, że to nie ma sensu. Szef następnego dnia przeprosił i prosił o wybaczenie, obiecując, że więcej się coś takiego nie powtórzy. Powiedziała o wszystkim mężowi. Uznali, że lepiej będzie jak odejdzie z pracy.

To było najlepsze wyjście.

Szef jest wysokim, ociężałym mężczyzną, z wielką ilością pieniędzy, które wydaje na samochody za 150 tyś zł dla siebie i swojej żony. Na zdjęciach na portalu stoi uśmiechnięty, przytulony z rodziną w Arizonie, Sidney, Tokio czy innym większym mieście. Widać, że takiemu człowiekowi się nie odmawia.

Przez kilka miesięcy, podczas których Magda pracowała w firmie, byli już na kilku wyjazdach służbowych, jednodniowych, najczęściej z innymi osobami. Jednak co to za problem zorganizować dwuosobową delegację, nie informując Magdę o zmianach. Żaden. Można spokojnie manewrować grafikiem, wszystko tak zaplanować, że Magda z szefem znajdą się sam na sam. Ponieważ kiedy już doszłoby do gwałtu, to podejrzewam, że sztab prawników spokojnie uchroniłby pracodawce Magdy przed zarzutami. Przecież można powiedzieć, że sama się prosiła. Co, nie wiedziała, że zgadzając się na wyjazd służbowy istnieje taka opcja, że szef może chcieć czegoś więcej? W końcu żartowała, przyjmowała zaloty, a to nie ważne, że były one kierowane do wszystkich pracowników. Mogła powiedzieć stanowczo nie. A nie uśmiechać, stroić, ładnie wyglądać i milczeć.

Dlatego z perspektywy Magdy i jej męża, najlepszym wyjściem jest ustąpić i znaleźć sobie pracę, w której nie byłoby się molestowanym, a gwałt nie byłby jedną z możliwości, która mogłaby czekać Magdę.

Natomiast ja, na samym początku, gdy o tym usłyszałam, to stanowczo stwierdziłam, że powinna jasno wyznaczyć granice, powiedzieć, że sobie tego nie życzy i zobaczyć, co będzie dalej. Jednak po namyśle uznałam, że przecież Magda nie jest taką osobą. Jest cicha, nie lubi konfrontacji. I ma do tego pełne prawo! Tylko osoby krzykliwe, kłucące się na każdym kroku, zasługują, by ich nie molestować? Oczywiście, że nie. Więc dlaczego to kobiety ciche, spokojnie ponoszą największe konsekwencję? Z drugiej strony ktoś mógłby powiedzieć, że powinna to zgłosić. Ale co? Że szef się upił i wypisywał smsy o 23:00? Przecież przeprosił. Może że trzymał rękę na jej krześle lub delikatnie musnął jej ust? Ups, przez pomyłkę. Zdarza się. Nie ma świadków, więc się nie liczy. Spokojnie można w ten sposób argumentować, odbijając kolejne zarzuty. Jednak zaufanie i strefa prywatna Magdy zostały naruszone. Bez jej pozwolenia i winy. Ale to ona poniesie tego konsekwencje. Nikt więcej.

A szef zapewne liczył na coś więcej, jednak skoro się nie udało, to może przyjdzie kolejna pracownica, która ulegnie bogatemu mężczyźnie w średnim wieku. Nic straconego. I tak właśnie wygląda rzeczywistość. Nie jest to sen z amerykańskich seriali prawniczych, lecz gówno, w którym słaba ofiara ponosi konsekwencje, a silny napastnik żyje sobie szczęśliwie, podróżując po całym świecie i uśmiechając się wprost do obiektywu.