Dlaczego ofiara molestowania ponosi konsekwencje? cz. 2

Pin It

W nawiązaniu do poprzedniego wpisu, nie wspomniałam o kwestii prawnej. Analizując molestowanie pod tym kątem, doszłam do wniosku, że sprawa nie jest taka prosta. Bardzo często sprawcami molestowania są osoby na wyższych stanowiskach w firmie, niegłupie, inteligentne, mające zaplecze prawne. Podejrzewam, że dokładnie badają sprawę, zanim podejmą jakiekolwiek czynności, które mogą świadczyć o ich zamiarach. Poza tym najczęściej ich ofiarami padają kobiety, które posiadają pewne charakterystyczne cechy. Rzadko słyszy się, że ekspresyjna, pewna siebie kobieta, została zmolestowana w miejscu pracy. Ewentualnie może ona opowiadać o takim zdarzeniu z przeszłości, kiedy jeszcze nie była silna i pewna siebie. Jednak, jeżeli już padnie ofiarą molestowania, to z góry wiadomo, że taka osoba szybko zgłosi zaistniałą sytuację, będzie żądać odszkodowania i dążyć do zadośćuczynienia. Rozgłośni całą sprawę, a sprawca niekoniecznie wyjdzie z tego bez szwanku.

Z tego powodu można przypuszczać, że pracodawcy, którzy mają takie zapędy, będą unikać jak ognia, tego typu kobiet. Bardziej interesujące dla nich będą ciche, subtelne, dyskretne i spokojne kobiety, niekoniecznie pewne siebie i unikające konfliktów. Ponieważ, jeżeli nawet zgłoszą sprawę molestowania, to najczęściej będą bierne, ale oczywiście ten schemat nie dotyczy wszystkich kobiet. Czasami poprzez takie zdarzenie, cicha dziewczyna, zamienia się w walczącą, silną, pewną siebie kobietę. Nie ma reguły. Najczęściej jednak o tym sprawca molestowania nie myśli. Ma on pewien typ, który się sprawdzał, więc czemu jeszcze raz nie spróbować. Przecież wcześniej się udawało, a jeżeli sprawa trafi do sądu, to zawsze można wytłumaczyć żonie, że jakaś młoda cizia czeka na jego pieniądze i się mści za brak możliwości dostania podwyżki.

Natomiast w Polsce, prawo w kwestii subtelnych, lecz niepożądanych zalotów, jest bardzo tolerancyjne. Musi być coś mocnego, klarownego, by zapadła decyzja sądu o molestowaniu seksualnym. Zwykłe naruszenie strefy prywatnej nie wystarczy. Ponieważ, jak wspomniałam w poprzednim wpisie, zawsze można w jakiś sposób je wytłumaczyć, by to ofiara miała przywidzenia, a nie sprawca niestosowne intencje. A o to już zadba sztab prawników, którzy mają przygotowane i wyciągają z rękawa gotowe regułki, świadczące o bezpodstawności oskarżenia. Ofiara natomiast co ma zrobić? Najczęściej nie stać jej na wynajęcie nawet jednego prawnika, który zadbałyby odpowiednio o jej interesy. Poza tym fakt molestowania musi sama zgłosić do sądu pracy i w ogóle o wszystko sama zadbać. Jedynie gwałt lub wymuszenie współżycia podlega kodeksowi karnemu. A może powinno się na sprawę w inny sposób spojrzeć.

Nie trzeba kogoś zabić, by popełnić przestępstwo, które jest określone w kodeksie karnym. Wystarczy samo grożenie śmiercią, oczywiście które ma realne szanse na realizację. Tutaj sprawca jest ścigany z prokuratury i grążą mu konkretne konsekwencje prawne.

I właśnie, analogicznie, może powinno się traktować molestowanie seksualne jako zapowiedź gwałtu. Niekonieczne z perspektywą wiezienia, ale wystarczyłaby solidna grzywna, która byłaby pewnego rodzaju ostrzeżeniem dla tych, którzy nadal nie są świadomi tego, że nawet subtelne niuanse w miejscu pracy, uwłaczają godności kobiet.