Pin It

W południe leżę sobie w saunie. Ludzi zbytnio nie ma, nastawiłam klepsydrę, wyłożyłam się wygonie, zamknęłam oczy i szukam namiastki relaksu w ciągu dnia. Porządkuję ważniejsze sprawy, ustalam harmonogram, rozmyślam nad obiadem, ogólnie moje myśli wędrują to tu, to tam, staram się ich nie kontrolować.

Nagle wchodzi jakiś straszy gość. Bez okularów, ciężko mi ocenić wiek, ale po głosie rozpoznaję, że około sześćdziesiątki. Mówi dzień doby, odpowiadam i liczę na to, że nasza konwersacja w tym momencie się zakończy. Złudne moje nadzieje.

Wpierw zaczepia mnie delikatnie, nawiązując do temperatury pomieszczenia. Wydaję potwierdzający pomruk, bo rozmawiać mi się całkowicie nie chce. Trzeba było już wtedy przeczuć w kościach szaleństwo i spieprzać, ale ja ostro, chcę doczekać swoich 15 minut. W końcu to czas dla mnie, więc udaję, że nie słyszę kolejnych paru zdań, które koleś zaczyna mówić sam do siebie. Niestety jakieś idiotyczne nawyki grzecznościowe się we mnie odzywają. Jak ktoś pyta, to wypada odpowiedzieć – i tu moja wina i niedola, tu mój błąd leży głęboko ululany. Wspomniałam o tarczycy, po kij w oko nie wiem, ale zrobiłam to – przyznaję. Już któryś tam raz nabrałam się w ten sposób, ale co tam, człowiek widocznie musi się parę razy obsrać.

Niech pani nie da sobie jej wyciąć – grzmi głos mego przewodnika i mentora, którego poznałam dwie minuty wcześniej – bo ci lekarze, to tylko, by wycinali, ja wiem, bo udar miałem. Dietą się wyleczyłem, ale ci lekarze, to proszę pani, oni by tylko kłamali – i zaczyna historię swego życia mi opowiadać, a ja jedynie leżę i próbuję jak najmniej słuchać. Wszystkie moje ustalenia w głowie powstałe, dawno uleciały, teraz się pocę i już nic się nie odzywam. Więcej tego błędu nie popełnię – mówię do siebie i klnę w duchu na swą głupotę. Jednak moje słowa panu są niepotrzebne. Nagle otwieram oczy, a jego ręka nade mną majta. Dziad mówi o pomiarze temperatury, o sferach na ciele, trzech, które trzeba mierzyć. Wspomina o narządach płciowych, że trzeba się obwiązać bandażem i termometr wsadzić głęboko. Nagle dotyka mojego cycka, niby przez przypadek, i od razu przeprasza, nie chciał, ble, ble ble. Patrzę na niego. Uciekać, czy zostać, pierdolnąć jego, czy siebie za głupotę. Ale nie, ja leżę jak taka pipa, spojrzałam tylko wymownie, ale pewnie nic nawet nie zarejestrował. Bo po chwili, stary chłopczyna ośmielił się i opowiada o dopalaczach, jakie to zło i w ogóle.

– A co, pani myśli, że od czego chuj nie staje, a cipa nie jest mokra, ale ja tylko cytuję, bo ktoś tam tak powiedział. No i po co te reklamy nawilżaczy do pochwy? Właśnie przez te dopalacze! Proszę spojrzeć, pełno tego jest!

Spieprzyłam, uciekłam jak jakaś trusia, niby spojrzałam na klepsydrę i szybko wyszłam. Słyszałam tylko, żebym się zmoczyła i wracała, a on mi jeszcze inne świństwa poopowiada. I jeszcze dziad wyszedł pod prysznic, udaję, że go nie widzę, a on, że z tą tarczycą, to mam z dietą popracować. I znowu się nie odezwałam, tylko spojrzałam. Co ja kurwa myślę, że spojrzeniem zbawię świat? Piorun pierdolnie i zabije kogoś, na rozkaz moich oczodołów? Kurwa nie, dlatego:

plan na następny raz (bo będzie, mam przypadłość przyciągania pojebów) zamiast wzroku mordercy, trzeba go zastąpić czynem, a najlepiej krzykiem. Zawsze chciałam wydać ostry pisk, może krzyczenie, że gwałcą, byłoby jakąś atrakcją dla ratowników, a przynamniej odskocznią od patrzenia na taplających się, półnagich i obleśnych przedstawicieli gatunku homo sapiens.

 

Zdjęcie zaczerpnięte ze strony: https://rachelleahcohn.com/2013/05/03/sauna-theater/ , autorstwa Rachel Leah Cohn