Internetowe bzdurno-myśli cz.2

Pin It

Kolejny tekst z tej seri. Niestety znowu będzie nieprzyjemnie dla panów, ale również dla pewnego rodzaju kobiet, za którymi zbytnio nie przepadam (czyli standardowo, nic się nie zmienia).

Ach, ci mężczyźni. Biedni, nie potrafią sami pójść do lekarza, leczyć się, dbać o zdrowie. W ogóle tacy uparci są, że żona, matka, córka musi, ale to musi zmusić ich, by w końcu udali się do przychodni, wykonali badania, zadbali o siebie. Należy na nich chuchać, dmuchać, bo kobieta to powinna być przewodnikiem po tajnym świecie lekarzy, chorób i innych problemów ze zdrowiem – takie wnioski wyciągnęłam z wpisu na blogu osobistym pewnej pani, która rozczula się nad mężczyznami biednymi, nie potrafiącymi poradzić sobie w świecie, a w szczególności medycyna to jakaś ciemna, straszna magia, którą najlepiej spalić na stosie, niczym wiedźmę, o której pisali już w Młocie na Czarownice.
Pani, której imienia nie będę podawać, odwołuje się do statystyk, niczym kiwa palcem i daje przestrogę kobietom, do których skierowany jest owy tekst. Gdyż dziewczyna, żona, matka, partnerka, córka musi wiedzieć, że gdy ma do czynienia z pewnym typem mężczyzny, to jeżeli nie dokona pewnych manipulacji, na pewno nie doczeka się momentu, gdy jej chłopak, mąż, syn, partner czy ojciec pójdzie sam do lekarza. Takiego mężczyznę należy chwycić za rączkę, wytłumaczyć, pogłaskać, umówić wizytę i zabrać podstępem do lekarza. Bo biedak boi się, że: nie będzie już męski, coś wykryją, będzie musiał pójść na zwolnienie, lekarz będzie zaglądał tu i ówdzie, a przecież może się nie znać, być konowałem, poza tym bycie chorym to takie babskie. Kobiety ciągle narzekają, że coś je kłuje, pobolewa, strzyka w kręgosłupie, a mężczyzna to twardy ma być, silny, rozczulać się nad sobą nie powinien – bo w końcu od tego ma baby, wystarczy, że one histeryzują. Dlatego kobieta musi zająć się swoim mężczyzną, bo on sam tego nie uczni. Z tego powodu należy siąść z nim w odpowiednim momencie, w przyjaznej atmosferze, a i jeszcze miejsce nie może być publiczne, bo o zgrozo, kłótnią już pachnie i jeszcze się speszy maleństwo, zamknie w sobie i koniec. Do śmierci swej nie zobaczy białego kitla z bliska.
Jak już pana takiego dorwiemy, zaaranżujemy odpowiednie miejsce, czas, świeczuszki postawimy, by atmosfera sprzyjała ciężkim rozmowom, to broń boże, nie możemy łkać, jęczeć, narzekać. O nie. Musimy podejść do tego profesjonalnie, z delikatnością, adekwatną do naszej kobiecej natury. Siadamy, chwytamy za rękę i tłumaczymy, że jak go zabraknie, to my biedne sobie nie poradzimy w życiu, że taki pan jest nam potrzebny, dlatego musi o siebie zadbać, dla nas, nie dla siebie. Ale UWAGA, jeżeli będziemy za bardzo bezpośrednie. Np. powiemy, żeby się wziął w garść, jest dorosły, ma być odpowiedzialny, a nie jak dziecko, które boi się wyjść ze swojej piaskownicy, to nic nie wskóramy. Biedaczek schowa się w sobie, obrazi, strzeli focha i zamknie w swojej jaskini. Bo my go szantażujemy i straszymy. A tak nie można. Po co mówić o skutkach jego zachowania, wspominać o chorobie, która może kryć się w zakamarkach jego ciała? To może rodzić agresję. Nie na każdego mężczyznę to działa. A my, jako kobiety MUSIMY dobrać odpowiednią metodę, która zadziała na naszych mężczyzn. Taki nasz OBOWIĄZEK i nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem. Jeżeli chłopiec mały nie jest w stanie zrozumieć naszych pobudek, nic nie działa, to musimy załatwić wszystko same. Nie ma lekko. Bo może on nie boi się samego badania, lecz całej otoczki, wypełnienia pism, biurokracji, umawiania wizyt, szukania specjalisty itp. A zawsze wtedy, już w gabinecie, może zwalić na swą kobietę, że ona histeryzuje, więc robi to dla niej. Jakby musiał się komuś tłumaczyć.
Dobrze, udało się. Nasz pan wepchany siłą do przychodni, w końcu zrobił badania. Ale tutaj nasze zadanie się nie kończy. Teraz przyszła kolej na chwalenie, mówienie, jaki był dzielny, że dał wbić w siebie taką dużą, straszną igłę. Przecież Romek, Tadek, Zygmunt przy czymś takim zemdlał, a on cudowny, NASZ BOHATER!
Wtedy na pewno taki mężczyzna przekona się do badań. Ale pamiętajmy! Musimy być elastyczne, nieustannie szukać metod, dzięki którym nasi panowie zaczną o siebie dbać, i zobaczą, że ich zdrowie jest ważne, a my bez nich sobie w życiu nie poradzimy.

Szlak mnie trafiał, gdy czytałam tekst pisany przez tą panią, która cacka się z DOROSŁYMI ludźmi, nie potrafiącymi o siebie zadbać. A później widzę komentarze, przede wszystkim mężczyzn, o tym, że kobiety histeryzują, są infantylne i mniej odporne na ból.
Ostatnio czytałam w Wysokich Obcasach artykuł pt. „Lekarze traktują kobiecy ból mniej poważniej niż męski”. Artykuł spokojnie można znaleźć na portalu Wysokich Obcasów. Dotyczy on, jak można się domyślić, stosunku lekarzy do kobiet, przyjmowanych na izbie przyjęć.
Naganne zachowania pielęgniarek, pielęgniarzy czy też samych lekarzy, są codziennością. Umniejszanie bólu, traktowanie infantylnie, niczym dziecko czy pieska, zbywanie, czy dawanie komentarzy: „proszę nie dramatyzować” – to typowe zachowania personelu. Traktowanie kobiet mniej poważnie niż mężczyzn, bo przecież kobieta ma w naturze histerię, to sytuację, z którymi niemal każda kobieta się kiedyś spotkała czy była świadkiem. Często zdarza się również, że lekarz nawet nie przebada pacjentki, bo z góry wie, czego dotyczy problem, nie zrobi wywiadu, tylko sam wie, co boli, gdzie i jak mocno. W końcu kobieta się nie zna, jest tylko durną kwoką, która kwacze gdy coś ją pobolewa.
Czytając te dwa odmienne teksty, można znaleźć wspólny mianownik. Mianowicie kobieta konta służba zdrowia: ta pierwsza powinna być pokorna, wyrozumiała, bo z jednej strony musi swojego mężczyznę zaprowadzić za rączkę, a z drugiej sama powinna siedzieć cicho, nie dramatyzować i pokornie słuchać mądrzejszych lekarzy, którzy wiedzą, że to nie jest skręt jajników przykładowo, lecz kamica nerkowa czy zwykły nerwoból, a jeszcze stres dochodzi, który nałogowo wmawiają każdemu, to po cóż tak wszystko przeżywać?
No właśnie po co tak wszystko przeżywać? Może lepiej uświadomić sobie fakt, że mężczyźni są jednak DOROSŁYMI osobami, które, jeśli decydują się zakładać rodzinę, to może powinni wziąć się w garść i zacząć o siebie dbać, a nie całe życie liczyć, że jakaś kobieta się o nich zatroszczy. No ale znowu dochodzimy do wniosku, że tak łatwiej. A każdy w życiu idzie na łatwiznę, gdy ma okazję. A co do lekarzy i ich stosunku do kobiet. Nie mam komentarza. Raczej trwoga mnie ogarnia, ale wiem, że gdy następnym razem doświadczę podobnej sytuacji czy będę jej świadkiem, napewno nie skończy się na potulnym kiwaniu głową. Tego jestem pewna.