Pin It

Kurwa, kurwa, kurwa, kurwa – niekiedy tylko tyle wystarczy, by przestać się wkurwiać. Czasami jednak trzeba jebnąć kilka razy w ścianę, a i tak to nie pomoże.

Wiecie jak uwielbiam wszelkie uroczystości, na których się siedzi, pierdzi, beka i rozmawia z osobą na przeciwko lub siedzącą obok. Jest się do tego niemal zmuszonym, bo gdziekolwiek się spojrzy, tam gęba mieląca i pierdolącą jakieś swoje prawdy, tylko szukająca wzroku, który można pochłonąć.

Tak jest przede wszystkim na zlotach rodzinnych, które nie wiem, po jaką cholerę są. Niestety, jako że jestem w czymś na kształt związku (według prawa nie), społeczeństwo zmusza mnie w uczestniczeniu w takiej czy innej farsie, a ja w niej uczestniczę, niczym ciele potulne. Siedzę, nie klnę, przytakuję, wchodzę w pewne ramy i tak się w nie wciskam, by było mi najwygodniej. A ważę 110 kg, więc to nie lada wyczyn. Jednak wygodnie i tak nie jest.

 

Girls – Lena Dunham, Jemima Kirke

Zaczyna się od pseudodyskretnego zmierzenia i skanu całego ciała. O tak, na przywitanie, ocenimy twój brzuch, ubranie, nogi, jeszcze zanim cokolwiek powiemy. Szybkie spojrzenie i jesteś godna lub nie przytulenia, wymamlania policzka lub uścisku ręki. Następnie zadajemy pytanie, tak by wszyscy słyszeli i nie czekając na odpowiedź przechodzimy do kolejnej osoby. Taki savoir-vivre tego typu imprez.

Jak już zauważyliście, nienawidzę takich form spędzania czasu. Przykuci do krzesła, nawet wysikać musimy się prosić, bo akurat ktoś inteligenty stwierdził, że zastawienie połowy krzeseł jest świetnym pomysłem i akurat goście mogą szczać na podłogę. Podetrzemy się serwetką. W końcu po to one są. Jedynie wylotowcy mają szczęście. Oni mogą wyjść bez pytania. Ale to tylko niewielka cześć z całej tej gromady.

Gdy już po 2,3, 5h stwierdzasz taktownie, że czas na was, to jedyne co słyszysz, to wielkie oburzenie i buczenie. Dlaczego tak szybko. Co się stało? Czemu? NIEEE! Co z tego że jest środek tygodnia, pies miał zabieg, masz zlecenia, jest ci kurwa niewygodnie, czy po prostu masz ochotę iść. Nie! Ty masz zostać! Bo jakieś gospodyni lub gospodarzowi się tak ubzdurało, że jesteście niezbędnym jebanym elementem wystroju stołu. I co z tego, że nie zamieniła nikt  z wami ani jednego pojedynczego słowa. Co z tego, że wszyscy w dupie mają, co macie do powiedzenia, a na każdą waszą dobrą wolę nawiązania kontaktu, po 5 s odwracają głowę lub zaczynają o sobie pierdolić. No właśnie, nic z tego. Po prostu codzienność. A my chcemy iść. I właśnie tutaj zaczyna się bajka. Przez te minuty czuję się jak bohater powieści. Mam misje, muszę ją wykonać (znaleść się na zewnątrz), jednak jest to wyczyn na miarę Herculesa i dopiero wtedy widzisz, jaką ostoją spokoju jesteś.

Ale kurwa nie jesteś. Masz ochotę powiedzieć im, aby spierdalali na drzewo, odpierdolili się i to twoja sprawa, że wybierasz psy zamiast „rodziny” (ten tekst był akurat do mnie :D). Bo tak, moje zwierzaki (3 koty i dwa psy), są moją rodziną i moim priorytetem. Najważniejszym. I z nimi wolę spędzać czas, niż wśród zapyziałych starców mentalnych, rasistów, ksenofobów i szowinistów, uważających, że mają zdanie nawet na temat fizyki kwantowej i to pewnie jakiś rodzaj kuchni włoskiej. I nie, nie będę się tym przejmować, że ktoś na wychodne rzuci hasło: Wy musicie zdecydować, albo psy albo rodzina.

 

Pies w Gliwicach

Jedyne co mnie wkurwia, że mam wewnętrzną blokadę w mózgu, by chamsko i  dosadnie zripostować coś tak bardzo irytującego, co dotarło do mojego wnętrza i się w nim zagotowało. A ja co? Jak ta dupa, potrafię powiedzieć „eeee”. Jeszcze jakby temu „eeee” towarzyszyło pokazanie cycków czy włosów na dupie, to rozumiem. Ale nie… jedno, wielkie, chamskie eeee.

A później siedzę nad tym tekstem, wyżywam się, strzelam kurwami, dupami, pierdoleniami, by wypuścić przynajmniej odrobinę tej pary. Wstaję o 5, spać nie mogę, siadam do kompa i jak w jakimś ciągu, piszę. Jednak wiem, że swoją szansę już miałam. I już na zawsze będę tą, która słowem eeee, zakleja syfy rzeczywistości.

 

Girls – Lena Dunham