Pin It

Studia, cudowny czas, w którym króluje równość, w najmniejszym stopniu jesteśmy dyskryminowani, a podział na płeć jedynie jest istotny na wspólnych imprezach.

Taa, jasne. Na pewno nie na filozofii czy kulturoznawstwie, a również uczelnie techniczne nie są wolne od stereotypów płciowych.

Skąd mi się to wzięło?

Na filozofii była przewaga płci męskiej. Kobiety były w mniejszości. Niemniej na niemal każdym kroku spotykałyśmy się z tekstami w stylu: kobiety nie nadają się do filozofii, a niektórzy wykładowcy wprost sugerowali, że nasze mózgi są gorsze, mniej chłonną wiedzę i w ogóle nie wiadomo, co tutaj robimy. Raz jeden wykładowca nazwał mnie modliszką, która zniszczy kolegów siedzących obok mnie. To tylko kwestia czasu, kiedy to nastąpi.

Oczywiście potraktowałam to jako żart. Owy wykładowca był często bardzo kontrowersyjny i wzbudzał silne emocje. Jednak nie zmienia to faktu, że przez 9 lat mojej edukacji często spotykałam się z pewnymi oznakami niższości kobiet wobec wspaniałej i cudownej płci męskiej, która powinna sprawować przysłowiową władzę nad światem.

Pani to dostanie 4.5 z egzaminu, a pan dla równowagi 4.5 z ćwiczeń

Jeden z wykładowców w tej sposób zakończył egzamin, ponieważ uznał, że na tle kolegi za dobrze mi poszło, a tak przecież nie może być. Musi być w życiu równowaga i sprawiedliwość. W końcu to uczelnia! Dlatego, że na egzaminie mi bardzo dobrze poszło, ale to bardzo (to jego słowa i myślałam, że w takim wypadku daje się 5), to dostanę 4.5, ale, ha, z ćwiczeń 4, bo przecież koledze gorzej poszło i aby mu nie było przykro, to mamy 4 i 4.5 po równo. W sumie macie i dzielcie się tym wszyscy.

Kobiety na i w filozofii są mało istotne

Nie przypominam sobie, żebyśmy wielbili i z wielką dokładnością omawiali filozoficzne teksty kobiet. Jeżeli już je przerabialiśmy, to skupialiśmy się na analizie tekstu, a nie na osobie, która go napisała. Inaczej było jeżeli chodzi o teksty napisane przez mężczyzn. Tutaj to trzeba było dokładnie poznać zarys postaci. Oczywiście zdarzały się wyjątki, ale najczęściej miały miejsce na zajęciach prowadzonych przez kobiecą część kadry. Poza tym pamiętam, że kiedyś jeden z wykładowców wyśmiewał się z poglądów Magdaleny Środy, jednak nie przypominam sobie, żeby podobna sytuacja miała miejsce w przypadku poglądów jakiegoś mężczyzny-filozofia.

Uśmiech i mizdrzenie – tajna broń kobieca

Oczywiście kobiety miały dobre oceny, dostawały stypendium i wspinały się w uczelnianej hierarchii. Niestety zauważyłam zależność między mizdrzeniem się, śmianiem się z durnych dowcipów i mówieniem: Panie profesorze, ale pan genialny, a ocenami w indeksie. Im więcej kokieteryjnych zachowań, tym znacznie wyższa średnia. Niekiedy taka studentka po prostu pieprzyła głupoty, a jednak wykładowca ją poprawiał, uśmiechał się i nie wiadomo skąd, dostawała 5. U mężczyzn najbardziej cenione było własne zdanie, kłótliwość, stawianie na swoim. Nie ważne czy miał rację, czy nie. Pewny siebie zawsze wygrywał. U kobiet ta technika nie przechodziła. Wiele razy widziałam, jak kobieta starała się zachowywać jak przysłowiowy, stereotypowy facet. Być pewna siebie, jasno mówiła swoje zdanie, i ewentualnie popełniała błędy, które się zdarzają i są czymś normalnym. Jednak wykładowca wtedy patrzył z góry, z politowaniem i z uśmieszkiem, że rzeczywiście, kobiety do filozofii się nie nadają.

Widać, trzeba było po prostu inaczej przemycać towar, czyli posiadaną wiedzę, czy tez w tym wypadku niewiedzę. Kobieta śmieszka miała wzięcie, tak samo jak męski, pewny siebie macho, który broni swojego zdania i terenu.

Szanowni Profesorowie i Drogie Panie

W jednym z numerów naukowego czasopisma (nie pamiętam czy Wiedzy i Życie, czy Świat Nauki) był felieton o dyskryminacji kobiet w nauce. Nawet teraz można spotkać na naukowych konferencjach zwracania się do słuchaczy: Szanowni doktorzy fizyki i Drogie Panie, Profesorowie i Panie, itd. Świadczy to o tym, że istnieje nadal niemy podział między płcią męską, a żeńską w strefie, która powinna być wolna od wszelkich stereotypów i niskich zagrywek. Jednak nie jest. Już w szkole widać pewną tendencję: kobiety są bardziej chwalone za umiejętności plastyczne, językowe, humanistyczne, natomiast chłopcy za zdolności matematyczne, fizyczne, chemiczne. Gdy chłopiec i dziewczynka wykazują podobne zainteresowanie i tak zwany talent, do tego samego przedmiotu, który powszechnie, po cichu, uważany jest za męski, to można zauważyć, że chłopiec jest bardziej zachęcany, motywowany, natomiast dziewczynce poświęca się mniej uwagi. Skutkuje to natomiast tym, że tylko nieliczne kobiety idą na uczelnie ścisłe, a większość z nich wierzy, że nie ma talentu do technicznych czy ścisłych zawodów.

Polonistyka, anglistyka, kulturoznawstwo…

Gdzie można spotkać najwięcej kobiet na uczelni? Właśnie na tych kierunkach. Są oblegane przez młode dziewczyny i wykładowczynie, a każdy chłopiec czy mężczyzna jest słodkim rodzynkiem, wokół którego trzeba skakać i się przypodobać. Tak było z moim wykładowcą z filozofii, który ma zajęcia na kulturoznawstwie. Doskonale pamiętam, jaki był wielbiony i jak bardzo jego zdanie się liczyło, kiedy szedł na zajęcia na instytut kulturoznawstwa. Cudowność jego nie znała granic.

I pewnie nadal nic się nie zmieniło.

Z drugiej strony, niestety, gdy miałam zajęcia dodatkowe, będąc na kulturoznawstwie, byłam traktowana (nie tylko ja) na instytucie fizyki jak idiotka, która nie ma prawa znać Feynmana, Diraca, Heisenberga, a umiejętności ścisłe, to jakaś odległa kraina, której nigdy nie zrozumiem. Większość kobiet miała podobne odczucia.

Co można z tym zrobić?

Wydaję mi się, że trzeba zacząć od podstaw. Przede wszystkim od przedszkola, szkoły podstawowej, gdzie podział na płeć jest najmniej wyraźny, jednak przepaść rodzi się tam bardzo szybko. Niestety rzadko dzieci są wtedy świadome, jakim mechanizmom są poddawane i przyjmują zaistniały stan rzeczy jako coś oczywistego. Dopiero później, w liceum czy na studiach, owe mechanizmy zostają nazwane wprost. Jednak jest już za późno, a pewne wzorce zostały wszczepione do mózgu i bardzo ciężko jest je już wyplenić i wyrzucić.

Dlatego tak ważne jest, by dziewczynki nie czuły się dyskryminowane, gorsze i miały wiarę w to, że nie są stworzone tylko do humanistycznych zawodów, a ich przyszłość jest związana z ogromnym wachlarzem możliwości.