Pin It

Zbliżają się święta, a już mnie skręca na samą myśl, co znowu mnie czeka.

Każde święto, spotkanie rodzinne, impreza z większą grupą znajomych, to są sytuację po których mam ochotę zwymiotować. I nie dlatego, że towarzystwo jakoś bardzo mi nie odpowiada. W 90 % jest wszystko ok, jednak do czasu. Gdy na stole pojawia się mięso, to jestem pewna, że za chwilę będą śmiechy i chichy, że Dagmara mięsa nie je. No i nie jem i chuj.

Wegetarianką jestem od 10 lat i już powinnam się przyzwyczaić do bezsensowych pytań, głupich komentarzy, denerwujących tekstów, ale gdy intensywność spotkań wzrasta w okresie świąt, to mam ochotę się powiesić.

Zauważyłam, że ludzie nie rozumieją jednej rzeczy. Mianowicie dla mnie trup, to trup. Nie ważne czy ryby, konia, świni, krowy czy człowieka. Mięso jest mięsem, bez różnicy do jakiego gatunku należy. Są tam żyły, ścięgna, tętnice, tkanka tłuszczowa, krew i naprawdę, bez szczegółowej analizy, nikt nie jest w stanie rozróżnić czy akurat je świnię z ubojni czy pana Zdzisia spod 15.

Jednak żyjemy w takiej części Świata, ze akurat jemy pewne zwierzęta, a innych już nie. Zjedzenie psa, dla większości osób, z naszego kręgu kulturowego, jest czymś niewyobrażalnym. Tak samo zjedzenie chrabąszcza czy innego robactwa. Oburzamy się, gdy w Chinach jest festiwal psiego mięsa, a sami serwujemy naszym zwierzętom niewyobrażalne okrucieństwo i żremy trupy garściami, ciumkając z przepychu. Nawet w reklamach, dotyczących sklepów lub produktów mięsnych, widać zadowolone świnki, kurki, krówki, które się cieszą, że wędlinka smakuje. Paranoja. Może by strzelić reklamę o cudownej i szczęśliwej nerce, która coś pieprzy i się cieszy, jak jej dawca ląduje w wannie z lodem, a sama powędrowała do nowego właściciela na zachód. Z tą różnicą, że dawca nielegalnych organów prawdopodobniej przeżyje, krówka nie. Douglas Adams w Autostopem przez Galaktykę miał fragment, kiedy to chyba Osioł prezentuje swoje wdzięki przed potencjalnymi klientami. I każdy się zastanawia, jaką część jego chce zjeść. Aktualnie nie wiele brakuje do takich absurdalnych sytuacji.

Prawda jest taka, że staram się trzymać swoich zasad, ale nie nawracam nikogo na siłę. Niestety niektórzy mają kompleks prawdy jedynej i uwielbiają zawracać głowę innym. Namawianie, przykładanie pod usta, rozmawianie blisko twarzy, podczas gdy żuje się kurkę, sepleniąc i plując mi na bluzkę, to tylko pojedyncze zachowania. Jest ich o wiele więcej. Jednak nie żyjemy już w PRL, gdy to niejedzenie mięsa było nieakceptowalne społecznie i takie osoby były traktowane, jakby urwały się z choinki. Świetna scena w filmie Everything is Illuminated Lieva Schreiberga ze wspaniałym Eugene Hűtzem, kiedy to główny bohater chce zamówić zwykłe ziemniaki bez żadnych dodatków mięsnych:

I tak wygląda życie wegetarian wśród ludzi, którzy sobie nie wyobrażają sobie życia bez mięsa.

A na koniec, mimo że pewnie już każdy to zna, ale nie mogłam się powstrzymać 🙂