Bo psy śmierdzą, szczekają i bąki puszczają

Pin It

Gdy spotykam ludzi, którzy zwierzęta traktują niżej od siebie, od razu, bez skrupułów żegnam się i wiem, że z takim człowiekiem przebywać nie będę. Bo niby dlaczego?

Zaczynając od początku, wiele razy poruszałam już podobny temat. Jednak, z tego co widzę, nic się nie zmienia. Ludzie nadal są chamscy, niemili i nie mają poszanowania dla cudzego istnienia. I będąc mało optymistyczna, raczej nigdy to się nie zmieni.

Można to przede wszystkim zauważyć w internecie, ale nie tylko. Również na żywo często spotykam się z negatywnymi komentarzami, związanymi z moim psem. Ponieważ dla wielu osób, pies powinien siedzieć w czterech ścianach, zamknięty i być jedynie na widoku opiekuna, który może, ale tylko ewentualnie, prześlizgnąć się wieczorem na spacer, gdy innych ludzi nie ma. Jednak, z drugiej strony, taki pies w domu czy mieszkaniu szczeka, wyje, wydaje odgłosy, więc też nie. Najlepiej w sumie, aby go w ogóle nie było w przestrzeni miejskiej, wiejskiej i prywatnej.

Ktoś może powiedzieć, że przesadzam, naginam fakty i zniekształcam rzeczywistość. Ale czy na pewno?

Idąc chodnikiem, niemal wszędzie jest zakaz wyprowadzania psów na trawnik, idąc w centrum, ciagle słyszę docinki, że taki pies powinien być w kagańcu, że jest za duży, a najlepiej, jakbym w ogóle sobie poszła, bo przeszkadzam dzieciom, matkom, ojcom, babciom, dziadkom, lista jest długa.

Z tego powodu specjalnie jadę w mało uczęszczane miejsca, gdzie błota pełno, polna bądź leśna ścieżka zapada się pode mną, ale przynajmniej pies wybiegać się może. Akurat! Biegaczom również przeszkadzam, bo oni bedni nie mogą do parku pójść, tylko w błocie biegać chcą, a jakże! (nie wszyscy oczywiście – zdarzają się bardzo sympatyczni niekiedy).

Dobrze, już wracam do domu, pożarłam się z kilkoma osobami, narobiłam wrogów, którzy czychać mogą z nożem w okolicach mojego samochodu, ale czego nie robi się dla ukochanej istoty. Cała już rozluźniona, z pustką w głowie, zmierzam w stronę klatki mojego mieszkania. Ale co to? Zoja spotkała patyk, bardzo fascynujący patyk! Jak mogę jej odmówić? Nie mogę! Więc czekam sobie, aż Zoja w spokoju patyk pogryzie. Cała brudna, z błota, czekam cierpliwie, drzwi wejściowych nie tarasuje, stoję obok, lecz na widoku, a to już błąd wielki z mojej strony! Długo nie czekam, aż tu nagle postać pojawia się na horyzoncie. Zadaje pytanie, które w pierwszej chwili niezrozumiałe dla mnie jest, ale po chwili dochodzi do moich zwojów: „Czemu ten pies jest taki?”. Bo ona chce przejść, a on stoi tak, tarasuje, widać go i mam sobie pójść, gdyż ona chce w gości wejść, a nie może.

Nie będę tego komentować, bo nie ma czego. Oceńcie sami.

Jednak, gdy słyszę głosy osób, które mówią, że psy są brudne, śmierdzą, ślinią się i muszą nosić kaganiec, to szlak mnie trafia. Ludzie bywają gorsi, bardziej brudni, śmierdzący, puszczający bąki, a jak się odezwą, to agresja wylatuje z większą siłą niż jak bym miała do czynienia z najgroźniejszym psem.

Niestety, żyjemy na świecie, w którym to człowiek jest panem, tylko, że zapomniał o podstawowych zasadach współżycia z innymi, i nie chodzi mi tylko o inny gatunek. Człowiek, bardzo często, jest zapatrzony w siebie egoistą, wychodzący z założenia, że mu wszystko wolno.

A gdzie życzliwość? Współczucie? Jedynie nielicznych na to stać, a jest ich garstka, która bardzo często ginie w oceanie głupoty, mściwości i chamstwa.

Widać to na przykład w takiej kontrowersji, która w innych krajach jest powszechnością, jak chodzenie z psem do restauracji czy centrum handlowego.

Dla mnie jest to wielki problem. Zanim pojadę gdzieś z Zojką na dłuższą wycieczkę, staram się znaleźć miejsca przyjazne psom, ponieważ nie zostawię jej w samochodzie w upale czy przywiązanej na zewnątrz. Mało jest sytuacji, gdy ktoś skatował psa lub go ukradł? Nie będę ryzykować. U siebie w mieście zawsze mogę ją zostawić w domu, tylko co, jeżeli chcę pojechać gdzieś dalej? Jadąc na wycieczkę, chcę zjeść obiad, zrobić zakupy, a nie zostawię jej samej w pensjonacie czy samochodzie. Będąc na wakacjach, pierwsze, o co się martwię, to to, czy są miejsca bezpieczne, w których nie muszę się martwić o psa. To naprawdę bardzo ważne. I tylko osoby ze znieczulicą i zerowym poziomem empatii tego nie rozumieją.

Dlatego, może trochę infantylnie, ale apeluję, błagam, klękam i znoszę modły do osób, które nie akceptują zwierząt w przestrzeni miejskiej czy wiejskiej. Może otworzą oczy i zaczną przynajmniej akceptować psy, jak akceptuje się wydzierające się w niebogłosy dzieci. Przecież nie muszą ich lubić, ważne dla mnie jest, by starały się wykrzesać odrobinę empatii i wyobraźni. Naprawdę tak niewiele trzeba, by żyło się nam lepiej.