Jesteś opiekunem psa, kota? To lepiej uważaj, żeby nie paść na ulicy

Pin It

Niedawno zobaczyłam na facebooku ogłoszenie o niewidomym bokserze, którego nikt nie chce do adopcji. Po paru godzinach znowu spojrzałam na fotografię, a pod nią podpis: „właściciel odebrał psiaka”. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie kolejnych parę zdań. Mianowicie okazuje się, że opiekun zemdlał i został zabrany do szpitala, a psa policja (czy też inne służby) umieściła w schronisku.

Niby fajnie, że happy end, ale czy tylko mnie zastanowił fakt, że coś tutaj nie gra? Mężczyzna mdleje, a psiaka umieszczają gdzieś, nie mówiąc o tym ani rodzinie opiekuna, ani jemu samemu, jak już odzyskał przytomność?

Mężczyzna, jak tylko wyszedł ze szpitala, od razu zaczął szukać swojego pupila, bo myślał, że ten uciekł, gdy on leżał nieprzytomny, a okazuje się, że psiak w najlepsze już do adopcji udostępniony. Cóż za koszmar! Czy w kraju, w którym opiekunom zwierząt nakładane są kolejne restrykcję, naprawdę nie można liczyć, że w razie podobnej sytuacji, możemy przynajmniej być pewni, że ktoś nas poinformuje o losie psa czy kota, którymi się opiekujemy i których często traktujemy jak członków rodziny?

Ale nie, najlepiej nakładać co chwilę mandaty za kup nieposprzątanie w miejscach, w których do następnego kosza na śmieci jest około kilometr, nie wspominając o specjalnych koszach na psie odchody, których w wielu miastach ani widu, ani słychu, a tylko się trąbi, jacy właściciele psów są niewychowani, ordynarni i obrzydliwi. Następny mandat za wyprowadzanie bez smyczy 17-letniego jamnika bez zębów, niewidomego, ledwie stąpającego, ale nie, mandacik musi być, bo jakże by inaczej. Aaa, zapomniałabym o szykanowaniu w lasach, ścieżkach, na polach. Bo w końcu biedni biegacze nie mogą sobie pójść do parku, w którym nie można spuszczać psów. Ależ skąd, oni muszą wybierać miejsce swoich treningów akurat tam, gdzie jest pełno psów biegających bez smyczy, z dala od miasta, gdzie w gruncie rzeczy pies może sobie wolno pobiegać – takie jest prawo. Nie, oni muszą wszczynać awantury, krew psuć, straszyć policją, zamiast spokojnie żyć w symbiozie i zaakceptować fakt, że pies też zwierz, ruchu zaznać musi.

Oo, również notoryczne napominanie, że taki pies to w kagańcu powinien chodzić, a nie bez, zęby pokazywać, psi język ostentacyjnie obnosić, ślinić się, a jeszcze, jak komuś spojrzy w oczy, to w ogóle tragedia i ja bestię mam, a nie coś, co na ulicy powinno się pokazywać. W sumie, najlepiej aby pies nie szczekał, nie chodził, nie biegał, nie spoglądał, nie załatwiał się, nie ślinił, nie cieszył. Hmmm.., to może kupię sobie tamagotchi?

Trochę mnie poniosło, ale przede wszystkim chcę przekazać, że skoro opiekunów zwierząt w tym kraju traktuje się w ten sposób, to może przynajmniej łaskawie, ktoś mógłby poinformować kogoś (opiekuna czy jakikolwiek najbliższy kontakt), gdyby nam się cokolwiek stało, a nasz zwierzak zostałby sam na środku ulicy. Zwykła informacja, o nic więcej nie proszę.

Ha, ale po co? Kolejna sytuacja przeczytana na facebooku. Dziewczyna apeluje, że weterynarz uśpił jej psa i aby uważać na tę mordownie, zwaną gabinetem weterynaryjnym. Pies przekopał się pod ogrodzeniem i pojawił się na posesji jakiegoś zakładu mechaniczno-samochodowego, ci natomiast, inteligentnie, zadzwonili do schroniska, które przyjechało i zabrało psiaka do weterynarza. „Pan doktor” stwierdził, że pies jest stary i zdecydował o uśpieniu, nie sprawdzając żadnego chipa, którego pies posiadał.

Jak to w ogóle możliwe? Aż brak mi słów…

Takiego człowieka powinni od razu wywalić z pracy i karę jakąś dać, dotkliwą, aby przynajmniej przez chwilę poczuł się jak ta dziewczyna, która straciła przyjaciela. Ale nie, pan weterynarz zapewne dalej pracuje i oprócz rozpaczliwego apelu, zapanowała cisza w tej sprawie.

Bo u nas najlepiej wszystko pozamiatać pod dywan, ciszę zaprowadzić, bo krzyczeć i głośno o czymś mówić, to można jedynie w ścianach swojego domu, a nie publicznie do ludzi. A nie, przepraszam, w domu też nie, bo pomyślą, że wariat mieszka i do zakładu psychiatrycznego zadzwonią. Jedynie facebook zostaje, ale tam informacje się szybko zmieniają, sensacja za sensacją goni, a rzeczy ważne przepadają w gąszczu innych, bardziej atrakcyjnych.

Jednak mam czasami nadzieję, że podejście do zwierząt powoli się zmienia, póki niestety nie włączę telewizora czy nie pobuszuję w internecie. Wtedy zamykam się w łazience i walę głową w ścianę, pragnąc błogiej nieświadomości i błagając przynajmniej o odrobinę znieczulicy, ale po chwili reflektuję się, że przecież tak nie można, a w moim umyślę pojawia się wizja, jakby tych wszystkich idiotów, którzy nie mają szacunku do cudzego istnienia, po prostu wysadzić bądź odesłać na inną planetę, na której sami by się wymordowali. Od tak, czyż to nie takie proste?

  • Patrycjusz Brzeziński

    Miejmy nadzieję, że podejście służb zmieni się na korzyść i psy będą traktowane normalnie jak w każdym innym kraju. 🙂

  • patol.pl

    Za coś takiego policja powinna beknąć.

    • Niestety nikt nawet nie zauważył, że coś jest nie tak. A podobne sytuację zdarzają się na każdym kroku. Śledzę strony schronisk dla zwierząt i często widzę, że przywożą psa, którego opiekun trafił do szpitala. Później odbiera go rodzina opiekuna po kilku dniach. Dziwne, że nie można psa od razu przekazać. Tylko musi przeżywać stres w kojcu w schronisku. Rozumiem, że może ktoś jest z daleka, musi przyjechać, dostosować mieszkanie, przygotować dzieci…jednak czemu to zdarza się tak często? Może po prostu zapominają powiadomić rodziny, która szuka psiaka czy kota, bo niekiedy wywożą do schroniska oddalonego o 50km od miejsca zdarzenia. Lub też nie umieszczają informacji o psie na stronie schroniska i ludzie nie wiedzą, gdzie mogą szukać swoich zwierząt. Warto o tym mówić, bo takie sytuację są nagminne, a służby, które powinny być za to odpowiedzialne, sprawę totalnie olewają.